Bitwa pod piramidami
Tego dnia, jak od wieków, wjeżdżający nad widnokrąg rydwan boga Ra zalał Egipt rdzawym światłem poranka. Z głębin piaszczystego morza wyjrzała dumna, ale okaleczona głowa starożytnego strażnika. Więziony w uścisku pustyni Sfinks beznamiętnie spojrzał na świat swymi kamiennymi oczami. Nagle żarłoczny piasek pustyni lekko zadrżał. Chwilę później krzemowe ziarna zaczęły podskakiwać w marszowym rytmie. Do Gizy zbliżała się armia, której strażnik piramid nie potrafił rozpoznać. Blask odbijających poranne światło bagnetów oślepił kamiennego potwora. Nagle starożytna bestia, która niegdyś budziła trwogę tysięcy najśmielszych wojowników, sama struchlała. Na horyzoncie ujrzała bowiem jaśniejącą sylwetkę wodza jadącego na czele swych regimentów. Któż to jest? – zastanawiał się Sfinks. Nie miał głowy lwicy jak Sechmet. Nie był sokołogłowym Montu, ucieleśniającym niszczycielską siłę egipskich...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)