Szarady emerytalne, OFE na marginesie
INWESTOWANIE | Tylko 66 osób rozpoczynających pracę w ubiegłym roku zdecydowało się na przekazywanie składek do OFE
Choć państwo namawia ludzi, by oszczędzali, to historia zmian, które politycy wprowadzili do otwartych funduszy emerytalnych, pokazuje, że tak jak osobie indywidualnej, tak władzy publicznej łatwiej jest pożyczać pieniądze, niż je oszczędzać. I z umiejętnością sprawdzenia kosztów takich manewrów finansowych władza także bywa na bakier.
Ustawa o osobistych kontach inwestycyjnych czeka na podpis prezydenta. I choć skróty OKI i OFE wspólną mają tylko jedną pierwszą literę, bo inne wymyślono zasady inwestowania, to jednak u źródła ich powołania leży ten sam zamysł: zwiększenie oszczędności indywidualnych i zapewnienie napływu pieniędzy na rynek kapitałowy. Warto przypomnieć sobie szaradę z otwartymi funduszami emerytalnymi (OFE).
Symboliczne 66 osób
Prawie nikt z młodych ludzi, którzy rozpoczynają pracę zawodową, nie decyduje się na przekazywanie 2,92 proc. składki emerytalnej (w uproszczeniu niespełna 3 proc. pensji) co miesiąc do otwartego funduszu emerytalnego. W zeszłym roku zrobiło to 66 osób, a dwa lata temu – ok. 2000 osób. Nieznane są podstawy takich decyzji, jedno, co można powiedzieć prawie na pewno – są to pasjonaci wiedzy emerytalnej. Na dobrowolną decyzję o tym, czy chcą stać się członkiem OFE,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)