Nasz człowiek w Afryce
Wiesław Grabowski trenował pierwszą reprezentację Zimbabwe, był dyrektorem tamtejszej federacji, założył prywatną akademię piłkarską. W Afryce był bardziej popularny niż w Polsce.
Urodził się w Zabrzu, na Śląsku grał w piłkę, ale nie na tyle dobrze, aby robić karierę ligową. I zapewne miał świadomość swoich ograniczeń, bo szybko zrozumiał, że bardziej od grania interesuje go trenowanie piłkarzy.
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych zamieszkał w Warszawie, zaczął społeczną współpracę z PZPN, chodził na wszystkie mecze i grał w naszej dziennikarskiej drużynie FC Publikator. Nie bardzo wiedzieliśmy, kim jest i skąd się wziął.
Nigdy nie mówił o sobie za dużo, a jednocześnie miał zawsze dużo do powiedzenia. A były to uwagi na temat piłki, dalekie od sztampowych uwag ówczesnych trenerów, w rodzaju: Macie z wiatrem, grajcie górą.
Zwracał na siebie uwagę właśnie z tego powodu, a poza tym był w naszej drużynie potrzebny, bo przy naszych nie najwyższych umiejętnościach też się wyróżniał. I w ten sposób zaczęła się nasza bliższa znajomość. Jacek Gmoch też najwyraźniej coś w nim dostrzegł, bo w okresie przygotowań do mistrzostw świata w Argentynie Wiesiek stał się jednym z jego współpracowników.
Mogło się wydawać, że stanie się jednym z najbliższych, ale tak się nie stało. Gmoch miał swoje koncepcje, a po mundialu już ich nie miał. Cała wątła struktura jego sztabu się rozpadła. Zatrudniani przez trenera...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
