Terminy loco lub franco lepiej doprecyzować w umowie
HANDEL ZAGRANICZNY | Ustalenie warunków dostawy decyduje o ostatecznej cenie produktu oraz obowiązkach sprzedającego i kupującego. Dlatego tzw. baza dostawy powinna być precyzyjnie określona w kontrakcie.
Michał Kołtuniak
Posługiwanie się samymi terminami loco lub franco w handlu międzynarodowym może doprowadzić do nieporozumień, gdy okaże się, że strony nieco inaczej je interpretują. Wprawdzie istnieje ich ogólna wykładnia, ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.
Generalnie termin loco oznacza tyle, że odbiór towaru odbywa się w magazynie sprzedającego (ewentualnie miejscu wytworzenia produktu). Tym samym w cenę takiego produktu nie są wliczone koszty transportu, które powinien ponieść kupujący. I także to on musi zająć się jego organizacją. Z kolei termin franco oznacza dla sprzedającego obowiązek dostarczenia towaru do uzgodnionego z kontrahentem miejsca, przy czym może to być np. granica kraju eksportera lub importera lub inne dowolnie wybrane, w tym magazyn kupującego (miejsce docelowe). Zatem w szczególności sprzedający będzie odpowiadał za dostarczenie towaru od miejsca jego wytworzenia aż do siedziby kupującego. W praktyce oznacza to, że w cenę franco wliczony jest koszt transportu (załadowania, ewentualnych przeładunków).
Brak jednoznaczności
Oczywiście nie da się...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)