Przerwany pontyfikat Benedykta XVI
Kiedy papież Benedykt XVI na spotkaniu z kardynałami 11 lutego 2013 r. zapowiedział ustąpienie z urzędu, sensacyjna sentencja, którą wygłosił po łacinie, runęła na purpuratów jak grom z jasnego nieba.
Tego samego dnia wieczorem niebo rozerwał błysk i w kopułę bazyliki trafił piorun. Znak od Boga? Nie brakowało kasandrycznych interpretacji, że to szatan uderzył w Kościół. Interpretację, jaką w Watykanie od razu wysłano do diabła. Pospiesznie wyjaśniano, że zjawiska natury trudno wytłumaczyć, a uderzenia pioruna w bazylikę zdarzały się już wcześniej.
Niekoniecznie: do dziś nie udało się potwierdzić podobnych przypadków. Tylko podczas I soboru watykańskiego (1870), kiedy uchwalono dogmat o nieomylności papieża, nad Rzymem rozszalała się taka burza, że od grzmotu niektóre z szyb bazyliki popękały. Ale piorun nie trafił w kopułę. „Natura przemówiła", skomentował osobisty sekretarz Benedykta abp Georg Gänswein, który grzmot 11 lutego słyszał w papieskich apartamentach. „Czy to nie fotomontaż?", dopytywał się Benedykt XVI, gdy arcybiskup pokazywał mu fotografię. Jej autentyczność jest niepodważalna. Moment w kadrze zatrzymali fotograf włoskiej ANSA Alessandro Di Meo i francuskiej AFP Filippo Monteforte.
Abdykacja Benedykta XVI
Benedykt był świadom doniosłości swojego kroku. Wybrany dożywotnio, pomimo swojego konserwatyzmu zrywał z tradycją, uznając się za zbyt niedołężnego do przewodzenia Kościołowi. Wytłumaczenie zrozumiałe dla szefa firmy czy prezydenta kraju. Ale dla...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)


