Gdy „przeciw” oznacza „za”
Zniesienie wymogu frekwencji dla ważności referendum nie byłoby wcale złym rozwiązaniem. Wszyscy aktorzy – zarówno opcja „za”, jak i „przeciw” – musieliby namawiać mieszkańców do udziału w referendum.
Przyczyny zorganizowania referendum mogą być różne. Inicjatorzy mogą chcieć rozwiązać problem, którego z różnych powodów nie da się rozstrzygnąć na forum władz lokalnych. Mogą też mieć czysto polityczne intencje, traktując referendum jako narzędzie rywalizacji politycznej.
Niezależnie jednak od motywacji organizatorów osoba oddająca głos „za” lub „przeciw” – czy też wybierająca jeden z innych wariantów odpowiedzi na pytanie poddane obywatelskiemu rozstrzygnięciu – powinna mieć pewność, że jej głos rzeczywiście wyraża jej wolę
Innymi słowy, głosując „przeciw X”, nie głosuje ona w istocie „za X”. A tak właśnie może się zdarzyć w przypadku referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu terytorialnego. Takie referendum odbyło się 24 maja w Krakowie.
O czym decydowali mieszkańcy Krakowa?
Z pozoru sytuacja wydaje się prosta. Mieszkanka Krakowa może zagłosować „za” lub „przeciw” odwołaniu prezydenta miasta. Trudno przecież inaczej interpretować wolę głosujących w tego typu referendum. Zlicza się głosy, a demokratyczna wola rozstrzyga o losach prezydenta.
Jednak osoby głosujące przeciw odwołaniu mogą w istocie się do niego… przyczynić. Ze względu na wymóg...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)