Dużo PR-u, a efekty mizerne
Z biegiem czasu Waldemar Żurek upodabnia się coraz bardziej do Zbigniewa Ziobry, z tą różnicą, że tamten działał w innym układzie politycznym, więc mógł chociaż uchodzić za sprawczego.
Rok temu byłem trochę zawiedziony, gdy redakcja prosiła mnie, bym nie pisał komentarza krytykującego wybór na ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Mimo że już wtedy czerwonych flag było tyle, co podczas niedawnych sztormów na bałtyckich plażach, ostatecznie zgodziłem się z argumentem, że byłoby to nieuczciwe. Należy dać się byłemu sędziemu wykazać – w końcu, jak powiada Pismo, „po owocach ich poznacie”.
Dziś, zawstydzony nieco faktem, że w popędliwości swojej tej biblijnej maksymy bym nie uszanował, postanowiłem za wszelką cenę poszukać argumentów świadczących na korzyść Żurka. Już sobie nawet wypisałem sprawy, które można by od biedy uznać za sukcesy, gdy ten życzliwy nastrój postanowił zepsuć sam bohater komentarza.
Otóż postanowił on po raz kolejny wejść w buty Zbigniewa Ziobry i pod wpływem medialnego oburzenia zaspokoić oczekiwania gawiedzi. Nakazał podjęcie natychmiastowych działań nadzorczych w związku...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)