Horn czy Orban
W niedzielę wyborcy zdecydują, kto będzie rządził krajem
Horn czy Orban
W telewizyjnych reklamach Viktor Orban podaje rękę kanclerzowi Helmutowi Kohlowi. Gyula Horn przemawia na wiecu. Istvan Csurka mówi o Wielkich Węgrzech. -- Dość tego -- stwierdza zlekkim niesmakiem kobieta, u której wynająłem pokój. -- Zaraz będzie dziennik.
W pierwszej turze frekwencja wyniosła zaledwie 56 proc. W wielu okręgach nie przekroczyła 50 proc. Zdaniem obserwatorów ludzie mają dość polityki, a kampania była nudna i nieciekawa. -- Socjaliści nie chcieli się wychylać, cicha kampania sprzyja tym, którzy chcą utrzymać władzę -- mówi politolog Csaba Kiss. Podobną taktykę przyjął Orban: -- Głośna kampania zniechęca -- powtarzał dziennikarzom. Teraz główni rywale zmienili zdanie: w telewizyjnej debacie wzywali Węgrów do większej aktywności. Socjalistom, którzy w pierwszej turze uzyskali 32 proc. głosów, zależy na powtórzeniu wyniku sprzed czterech lat. Orban ze swymi 28 proc. chce mieć jak najlepsze notowania. Marzy o utworzeniu rządu większościowego.
-- Nie wiem jeszcze, czy...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)