Rzym 1960: ostatnie takie wakacje
Ich symbolem był bosy Abebe, ale to wtedy nowoczesność wkroczyła do sportu. Na dobre i na złe
Skończyły się dokładnie 50 lat temu spektaklem światła na Stadionie Olimpijskim. Niektórzy mówią i piszą o tamtych rzymskich dniach, że zmieniły świat sportu, ale było odwrotnie. To świat dogonił wówczas sport i olimpizm i je wyprzedził. Wystawił igrzyska na próbę, a one musiały ustąpić przed czterema żywiołami: dopingiem, pieniędzmi, telewizją i polityką.
Po Rzymie 1960 było jasne, że elitarna formuła olimpizmu minęła się ze swoją epoką. Nadeszły nowe czasy. Telewizja pierwszy raz transmitowała zawody na cały kontynent, a nie tylko w kraju gospodarza, i coraz mocniej się szarogęsiła. Potok pieniędzy od rządów i sponsorów uderzył z taką siłą, że z amatorstwa zostawił tylko fasadę, resztę porwał. To po tych igrzyskach Niemiec Armin Hary, mistrz sprintu, zgodził się przyjąć premię za złoto i od Adidasa, i od rywalizującej z nim Pumy, wyprowadzając w pole obie firmy i przy okazji MKOl.
Zabójcza mieszanka
Nakręcała się zimnowojenna rywalizacja, budził się Trzeci Świat ze...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
