Tańczący we własnych ciemnościach
Geniusz czy hochsztapler? Chory, targany cierpieniem człowiek czy wielki prowokator? Lars von Trier jest nietuzinkowym twórcą, który oswaja na ekranie własne lęki i fobie
Był jednym z canneńskich ulubieńców. Pokazywał tam wszystkie swoje filmy, a 11 lat temu wywiózł z Lazurowego Wybrzeża Złotą Palmę za „Tańcząc w ciemnościach". W tym roku nie mógł nawet wejść do Grand Theatre Lumiere na galę wręczenia nagród. Dyrekcja festiwalu uznała go za persona non grata.
Lars von Trier pokazał w konkursie swój ostatni obraz. Wstrząsający. Bardzo osobisty i bolesny. Bo „Melancholia" to opowieść o depresji. Główna bohaterka Justine wychodzi za mąż. Ślub ma być jej przepustką do normalnego życia. Ale ona nie potrafi się cieszyć, w oczach ma smutek, przeszywa ją cierpienie. Jest w filmie przejmująca scena, w której Justine, wspierana przez starszą siostrę Claire, próbuje wstać z łóżka.
I nie może. Potem nie jest w stanie wejść do wanny, żeby się wykąpać. Bezwładnie upada na podłogę. Oglądając te obrazy przypominam sobie, jak von Trier opowiadał mi w wywiadzie o własnej depresji:
– Są dni, gdy nie jestem w stanie wyjść z sypialni. Co najwyżej zwlekam się z łóżka do komputera i całymi godzinami gram w gry, w których ktoś biega i zabija innych. Biorę wtedy ogromne dawki prozacu. Zaakceptowałbym każdy środek, który pomógłby mi przełamać się i pokonać depresję.
W „Melancholii" usiłuje uwznioślić swoją chorobę. Gdy do Ziemi zbliża się obca planeta o nazwie Melancholia i wiadomo, że...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta