Łupki dla zuchwałych
-| Profesorowie geologii mówili, że nie warto tracić czasu na gaz łupkowy, a tym bardziej szukać nowych źródeł energii w Stanach. Nasi śmiałkowie robili jednak swoje - mówi Gregory Zuckerman, reporter gospodarczy.
W 2006 roku Stany Zjednoczone znalazły się na skraju kryzysu energetycznego. Analitycy przepowiadali schyłek dominacji ekonomicznej Ameryki, uzależnionej od importu ropy i gazu, jej pozycję miały przejąć Chiny, Brazylia i Indie, aż tu nagle grupka zapaleńców dowierciła się do gazu uwięzionego dotąd głęboko w łupkach...
Gregory Zuckerman, reporter gospodarczy: Nie tak od razu. Łupkowa rewolucja energetyczna, która – tego jestem pewien – zmienia na naszych oczach historię, miała kilka etapów. O złożach gazu łupkowego wiedziano u nas już w XIX wieku, ale jego eksploatację uznawano za zbyt drogą i nierealną. To była powszechna opinia, w którą nie wierzyło zaledwie kilka osób zajmujących się wydobyciem ropy i gazu. Pierwszy przełom nastąpił około 1998 roku w okolicy Dallas. Sędziwemu już wówczas George'owi Mitchellowi, właścicielowi mało znanej firmy wydobywczej Mitchell Energy z Teksasu, po siedemnastu latach upartych testów, udało się uruchomić wydobycie gazu łupkowego ze złóż Barnett.
Jak zareagowali giganci: Chevron, Exxon, którzy wcześniej zajęci poszukiwaniami ropy i gazu w Afryce i w Azji kompletnie zignorowali potencjał gazu łupkowego?
Były gratulacje, ale sceptycyzm pozostał. Eksperci nadal upierali się,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta