Rosja i Starlink – kradzione nie tuczy
Zapowiedź odcięcia rosyjskiej armii od jej nielegalnych połączeń z siecią Elona Muska wywołała wybuch wściekłości w Moskwie.
– Wszystko, nad czym pracował Musk, działa w interesie wojny przeciw Rosji. Dlatego nie rozumiem, dlaczego na przykład satelity Muska nie są dla nas prawomocnymi celami wojskowymi? Detonacja jednego ładunku jądrowego w kosmosie całkiem solidnie rozwiązuje ten problem – mówił w programie telewizyjnym główny propagandysta Kremla Władimir Sołowiow.
„No, niech mu ktoś wytłumaczy, że Starlink to ponad 6,5 tys. małych satelitów, których nie da się zniszczyć nawet wybuchem atomowym” – jęknął jeden z rosyjskich „wojennych blogerów”.
– Istnieje duża szansa rozwalenia w ten sposób i naszych sputników łączności oraz zwiadu, których jest mało, ale innych nie mamy. Całkiem też możliwe, że zniszczymy przy tym sputniki przyjaciół. (…) Pewne jest, że się zdenerwują, jeśli je rozwalimy – bloger ukrywający się pod pseudonimem „Fighterbomber” cierpliwie tłumaczył propagandyście zagrożenia związane z atakowaniem m.in. chińskich satelitów.
Wszystko zaczęło się od decyzji Elona Muska o blokowaniu terminali...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)