Dziecko nie jest contentem
Sharenting to zjawisko, które wymaga zdecydowanej reakcji – nie poprzez zakazy, ale wyznaczanie granic.
Sharenting jako zjawisko polegające na publikowaniu przez rodziców zdjęć, filmów i informacji o swoich dzieciach w mediach społecznościowych stało się jedną z najbardziej kontrowersyjnych praktyk rodzicielskich w dobie mediów społecznościowych. Sharenting niejedno ma imię.
Z jednej strony portale społecznościowe zalewają publikowane przez rodziców zdjęcia z wakacji, ze świadectwami w ręku, z występów scenicznych, ale też z różnych mniej lub bardziej kompromitujących dla dzieci sytuacji. Pozornie niewinne pobudki, jakimi są najczęściej chęć dzielenia się szczęściem, coraz częściej rodzą pytania natury prawnej i etycznej.
Z drugiej strony mamy także biznesową chęć wykorzystywania wizerunku dzieci w social mediach. Influencerzy posiadający szerokie zasięgi, czasami nawet milionowe społeczności, decydują się na wykorzystanie wizerunku swoich nieletnich pociech do celów reklamowych. I tak, niczego nieświadomy noworodek czy kilkulatek staje się ofiarą własnych rodziców, reklamując towary czy usługi o różnym charakterze.
Gdzie kończy się rodzicielska władza, a zaczyna się naruszenie godności i prawa do prywatności najmłodszych? Czy istnieje bezpieczna ilość zdjęć dzieci wrzucanych online? Czy wystarczy już jedno, aby dziecko dosięgły skutki, których dorośli użytkownicy internetu nie przewidzieli?
Przykra statystyka… i praktyka...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)