Trzeba mieć w sobie gen samca alfa
Żołnierzy wojsk specjalnych można porównać do kamieni, które wrzuca się do wiadra i się nim potrząsa, wtedy one się same szlifują – mówi st. chor. sztab. Mirosław Ziarniak, wieloletni żołnierz Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu.
Ukończył pan wieloetapowe szkolenia w USA, m.in. w zielonych beretach, spędził ponad 40 miesięcy na misjach w Iraku i Afganistanie. Pana partnerami i pewnie też mentorami byli Amerykanie. Jakby pan w oparciu o własne doświadczenia zdefiniował motto zielonych beretów: „De Oppresso Liber” – „Wyzwoliciel uciśnionych”?
Siły Specjalne Stanów Zjednoczonych dzielą się ze względu na przeznaczenie na kilka rodzajów. Głównym zadaniem zielonych beretów są operacje niekonwencjonalne. Pełnią one rolę trzeciej siły, która przybywa z zewnątrz, rekrutuje, organizuje siły miejscowego ruchu oporu w krajach autorytarnych reżimów, które nie spełniają standardów cywilizowanego i demokratycznego państwa. Te ruchy oporu same nie są w stanie z różnych powodów poradzić sobie z ciemiężcą, dlatego przybywa właśnie ta „trzecia siła” z zewnątrz, która wspiera wywiadowczo, koordynuje ich działania, a często też wspomaga technologiami (w tym bronią), a swoją obecnością legitymizuje ich działania.
Skończyłem kurs amerykańskich sił specjalnych w 2007 r. To była wielka nauka i fajna przygoda. Zmieniła wiele w moim sposobie myślenia, w kulturze pracy, spojrzeniu na sprzęt, który mimo iż był na tamte czasy nowoczesny, to nie zastąpi woli walki i chęci zwycięstwa. Z kolegami z Lublińca (JWK) wielokrotnie braliśmy udział w ćwiczeniach międzynarodowych, w...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
