Ludzie mogą się różnić
To był ten dobry czas - przełom 1989 i 1990 roku, jeszcze nie zaczęły się późniejsze pęknięcia i wojny. W październiku pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki udawał się w pierwszą podróż zagraniczną, do Rzymu. Adam Michnik ze swoim zastępcą Krzysztofem Śliwińskim umyślili, żeby mnie tam posłać jako reportera "Gazety". Zostało to uzgodnione z Tadeuszem, który do samolotu rządowego zabrał trzech dziennikarzy: Kazimierza Dziewanowskiego, Ernesta Skalskiego i mnie. Dostałem legitymację "Wyborczej", w ciągu jednego dnia dali mi wizę, to też było wtedy wyjątkowe. Polecieliśmy do Ojca Świętego jakimś strasznie hałaśliwym i trzęsącym się samolotem, bodajże tupolewem. (...)
Dziękowałem Panu Bogu za czas tej wizyty w Rzymie. Wieczorami w parę osób (dwóch ministrów, dwóch dziennikarzy i ksiądz) nieoficjalne wychodziliśmy z Tadeuszem na Zatybrze, żeby pogadać w jakiejś knajpce. To był jeszcze początek, wszystko się jakoś przenikało, jeszcze było takie...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)