Dręczenie młodszego brata
Dwa razy w życiu uderzono mnie po twarzy, czyli, mówiąc popularnie, dwa razy dostałem w pysk. Pierwszy raz zdarzyło się to bardzo, bardzo dawno temu, daleko przed wojną, w legendarnych czasach dzieciństwa. Miałem wtedy osiem albo dziewięć lat i byłem uczniem szkoły powszechnej. Na wielkiej pauzie stało nas dużo mniejszych i większych pośrodku sali gimnastycznej. Nie biliśmy się, nie szamotaliśmy się, po prostu o czymś była ciekawa mowa. I raptem, zupełnie bez powodu, przynajmniej ja tak uważałem, pewien może szesnastoletni osiłek z ostatniej klasy podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz. A potem, jak w głupkowatych opowiastkach, długo śmiał się, i to śmiał się zwycięsko, prowokacyjnie.
Mocno przebolawszy to zdarzenie, postanowiłem zaczekać, aż podrosnę i zrównają się nasze siły. Nie doczekałem jednak momentu, w którym mógłbym posmakować...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
