Film o tragedii na lotnisku
Prawdziwa Historia. Dariusz Jabłoński opowie o śmierci Roberta Dziekańskiego, Polaka, który zginął przed rokiem na lotnisku w Vancouver. Policjant poraził go prądem z paralizatora
– Rok temu, kiedy przeczytałem w Internecie wiadomość o śmierci Polaka na lotnisku w Vancouver, nie mogłem przestać o tym myśleć – mówi reżyser. – Postanowiłem zrobić o tym film. Opowiedzieć o strachu. Bo śmierć Roberta Dziekańskiego była wynikiem strachu przed obcym. Przed ludźmi, którzy zaczęli krążyć po świecie, i przychodzą do naszego domu. Po 11 września boimy się. Terroryści trafili nas w najczulsze miejsce, zamknęli nam bramy wolności. Latanie zamieniło się w koszmar, bo na lotniskach lęk jest zamknięty jak w probówce. Sam rozglądam się, z kim wsiadam do samolotu.
Matka i syn
Film ma się zacząć, gdy Robert Dziekański wychodzi ze swego mieszkania w Gliwicach.
– Ostatniej nocy, pakując się, kilka razy rozmawiał z matką przez telefon. Mówił jej o swoim lęku, a ona powtarzała, żeby się nie bał, bo jedzie do lepszego świata, gdzie wszyscy się nim zaopiekują. Powiedziała, że będzie czekała na końcu tej drogi. I czekała. 25 metrów od niego. „Imigranci” są opowieścią o matce i synu. Zofia Cisowska wychowywała Roberta sama. Ciężko pracowała, sprzątała biura. Była kobietą inteligentną, ciekawą świata. Dużo czytała i swoją pasją zaraziła Roberta.
– Z trzech toreb, które ze sobą zabrał w podróż, najmniejsza była z rzeczami osobistymi i ubraniami – opowiada Jabłoński. – Bo matka mówiła mu:...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta