Powieści z cudzego podwórka
Kiedy pisarze zabierają się do tematów nie swoich, lecz sąsiadów, łatwo o awanturę. Mariusz Szczygieł napisał jakiś czas temu „Gottland", książkę o Czechosłowacji, ale głównie o Czechach.
Książkę, nawiasem mówiąc, o dość niejasnym statusie gatunkowym. Ani to literacki przewodnik, ani nie literacki, najbardziej podobny do współczesno-historycznego reportażu, ale właściwie nie reportaż, bo za dużo w nim odautorskich komentarzy i refleksji, i domyślnych ocen. Domyślnych, bo autor, jako rasowy reporter, udaje, że nie ma zdania, tylko relacjonuje, co widział, słyszał, wynalazł w archiwach itd. No więc co? Powieść dokumentalna z wieloma bohaterami indywidualnymi i bohaterem zbiorowym, tj. narodem czeskim, jakkolwiek by to śmiesznie zabrzmiało? Czy to ekspiacja albo, mówiąc dzisiejszym językiem polskim, rozliczenie, czyli uderzenie się w piersi? Chyba najbliżej tego ostatniego. Rozliczenie jednak osobliwe, bo w imieniu sąsiada i waląc się w jego piersi. (Zresztą, uczciwie mówiąc, nikt się w książce tak znowu w piersi nie wali. I to jest dopiero problem).
Szczygieł Polak, ale z zamiłowania Czech w swoim „Gottlandzie" przeprowadza krwawą wiwisekcję czeskiej historii i mentalności od wojny poprzez komunistyczny przewrót lutowy, stalinizm, praską wiosnę i cenę, jaką przyszło za nią zapłacić itd. aż do naszych czasów, rozprawiając się bezlitośnie ze szwejkizmem jako doktryną przetrwania za wszelką cenę.
Książka Szczygła jest znakomita,...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)