Mity społeczeństwa otwartego
Samorozwój, samokrytyka, samospełnienie, samoodpowiedzialność. Przedrostek samo- zbliża ponoć członka nowego społeczeństwa do ideału. Czy rzeczywiście?
Dwadzieścia pięć lat po upadku komunizmu nadal udzielane są różne odpowiedzi na pytania o wspólnotę. Linia podziału niemal równo rozcina społeczeństwo na dwie skonfliktowane ze sobą grupy.
Jedni twierdzą, że sprawy idą w dobrym kierunku i już dawno osiągnęlibyśmy społeczną harmonię, gdyby nie opór ze strony konserwatywnie nastawionych Polaków. Ich zacofanie, niezrozumienie nieuniknionych jakoby cywilizacyjnych zmian prowokuje konflikty i uniemożliwia szybką budowę społeczeństwa otwartego. Z kolei z punktu widzenia konserwatystów świat dookoła staje na głowie, pojęcie wolności sprowadzone zostaje wyłącznie do kwestii obyczajowych, a wyznawana przez nich hierarchia wartości wywrócona do góry nogami. Nie czują się częścią wspólnoty, w której ich wrażliwość jest publicznie wykpiwana i eliminowana z życia.
Ten spór nie toczy się tylko w Polsce i nie w Polsce się rozpoczął. Ta ideologiczna wojna trwa w świecie zachodnim od dziesiątek lat, jednak nie tak dawno temu obiecano nam wreszcie rozejm. Upadek komunizmu miał być ostatnią odsłoną tej wojny – ostatecznym końcem pełnej konfliktów epoki. Następnym etapem miał być trwały pokój i dobrobyt, a ich fundamentem społeczeństwo otwarte z jego poszanowaniem dla wszelkich różnic oraz prymatem rozumu nad ideologicznym zaślepieniem.
Nie po raz pierwszy jednak entuzjazm...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
