Kilka kroków Trumpa w Korei Płn.
Na szczycie G20 w Osace prezydent USA wpadł na pomysł spontanicznego spotkania z dyktatorem Kim Dzong Unem. Piotr Jendroszczyk
„Hej, jestem tutaj, zobaczmy, czy mogę się przywitać" – tak opowiadał Donald Trump o swoim pomyśle spotkania z dyktatorem Korei Północnej Kim Dzong Unem. Idea podobno narodziła się w Osace, gdzie prezydent przybywał od piątku, uczestnicząc w spotkaniu G20. Nie wiadomo do końca, czy terminu spotkania nie uzgodniono już wcześniej, ale to nie ma obecnie znaczenia. Ważne, że Kim Dzong Un przyjął propozycję i obaj przywódcy uścisnęli sobie nie tylko ręce w Panmundżom w strefie zdemilitaryzowanej, ale rozmawiali przez ponad trzy kwadranse.
W miejscu, do którego dotarł w niedzielę Donald Trump, nie był jeszcze prezydent USA. Wraz z Kimem przekroczył biegnącą przez środek strefy linię demarkacyjną będącą granicą pomiędzy obiema Koreami. W otoczeniu Kima uznano to za wizytę w Korei Płn. Być może w rewanżu Kim Dzong Un pojawi się wkrótce w Białym Domu. Zaproszenie Trumpa właśnie otrzymał.
Bez przełomu
Niedzielne spotkanie w Panmundżomie nic nie wniosło do...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
