Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Szukaj w:
[x]
Prawo
[x]
Ekonomia i biznes
[x]
Informacje i opinie
ZAAWANSOWANE

Lubię towarzystwo

14 lutego 2020 | Sport
autor zdjęcia: Łukasz Szeląg
źródło: reporter

Jeden z czołowych średniodystansowców świata Marcin Lewandowski o ciężkim przedolimpijskim treningu i książce „Mój bieg", którą właśnie wydał.

Dokonał pan już wyboru – 800 czy 1500 metrów?

Wcześniej się wahałem, ale wreszcie mogę jasno stwierdzić, że mój koronny dystans to 1500 m. Trening, który w związku z tym realizuję, jest bardzo ciężki, nastawiony na wytrzymałość. Robię teraz wręcz maratoński kilometraż. W Toruniu na „dzień dobry" osiągnąłem wynik ledwie o pół sekundy gorszy od rekordu życiowego w hali na 800 m. W tym momencie przygotowań to duży powód do optymizmu. Wydawało się, że podczas takich przygotowań jest prawie niemożliwe, żeby osiągać takie wyniki, a jeszcze mogę się rozkręcać. Przy ciężkim, monotonnym treningu ćwiczenie szybkości, czyli bieg na 800 m, jest miłą odmianą, a dodatkowo może zaprocentować w czasie startów na 1500 m.

W zeszłym roku podczas przygotowań biegał pan 180 km tygodniowo, jak to teraz wygląda?

W tym sezonie pokonuję trochę krótsze dystanse, ale około 160 km w ciągu tygodnia przebiegałem. Jak na średniodystansowca to bardzo dużo. Poza tym nie były to monotonne przebieżki, ale intensywny trening.

Zaczął pan przygotowania od wyjazdu do Afryki...

Najpierw mieliśmy obóz w Kenii, później wróciłem do domu, spędziłem z rodziną Boże Narodzenie i Nowy Rok. Zaraz potem...

Dostęp do treści Archiwum.rp.pl jest płatny.

Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.

Ponad milion tekstów w jednym miejscu.

Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej" na miesiąc z rabatem 50%!

Zamów
Unikalna oferta
Wydanie: 11583

Wydanie: 11583

Spis treści

Reklama

Rzecz o biznesie

Nieprzypisane

Zamów abonament