Zakazywać, nie zakazywać, czyli jak chronić przestrzeń
Wprowadzanie szczegółowych rygorów nie tylko nie gwarantuje skuteczności, ale może otwierać puszkę Pandory.
Niedawna głośna dyskusja o nocnej prohibicji w Warszawie może prowokować do trochę szerszych refleksji. Jak bardzo intensywnie, jak szczegółowo władza publiczna, w tym władza miejska może ingerować w działalność obywateli? Jak wiele i z jakich względów może im zakazać? Wskazany temat jest również przedmiotem rozważań naukowych, w tym badań prawnoporównawczych. Szczególnie wdzięcznymi obszarami takich rozważań są przestrzenie publiczne: z jednej strony są powszechnie skierowane na mieszkańców, z drugiej jednak strony ich powszechna dostępność może być nie tylko błogosławieństwem, ale i pewnym problemem, każącym zapytać o możliwe zakazy i ingerencje. Jak chronić przestrzenie publiczne przed ich niszczeniem, nie przesadzając? Kiedy ograniczenia dotyczące przestrzeni publicznej stanowią uzasadnioną ochronę panującego w nich porządku, a kiedy przekraczają pewną barierę i popadają w skrajność lub, co gorsze, w śmieszność?
Pomysły Berlusconiego
Odwołajmy się do przykładu, chętnie przytaczanego w literaturze naukowej. Przypomnijmy sobie Włochy z epoki Silvio Berlusconiego, słynącego z nietypowych zachowań i pomysłów.
W 2008 r. jego rząd postanowił rozszerzyć możliwości...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)