Jaki sukces, panie prezydencie?
Życie większości obywateli w Polsce przypomina pole minowe. Służba zdrowia w tej części, w której jest bezpłatna, może leczyć najwyżej grypę lub anginę. A im kto słabszy, tym mniejszą otrzymuje pomoc – pisze działacz społeczny.
Byłem niedawno na międzynarodowej konferencji w Strasburgu, gdzie pewien elegancki pan w garniturze zapewniał mnie, że na Białorusi jest dobrze. Że żyje się wspaniale. Mój kumpel, znawca problematyki białoruskiej, wyjaśnił, że facet musi być z białoruskiego KGB, tylko oni jeszcze tak mówią. Urzędowy optymizm każe naszemu premierowi prezentować Polskę jako zieloną wyspę szczęśliwości i dostatku. Wtóruje mu prezydent Bronisław Komorowski, który w wywiadzie udzielonym „Super Expressowi" głosi dobrą nowinę: „Staram się od ładnych paru lat budzić w Polakach optymizm i wiarę w to, że wiele nam się udało, a jeszcze więcej możemy osiągnąć".
Białoruskiego KGB-istę rozumiem. Taka służba. Premiera i prezydenta – nie. Goebblesowska zasada, że kłamstwo powtarzane odpowiednią ilość razy staje się prawdą, ma jednak swoje granice. Ludzie w Polsce mogą korzystać z Internetu, potrafią czytać i pisać. I sami wiedzą najlepiej, ile osiągnęliśmy i jak bardzo jest im „dobrze".
Pilnują mieszkania na zmianę
Zwykle w tym miejscu rzucam trochę danych statystycznych, które obalają tezy o sukcesie. Tym...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
