Geopolityka fantastyczna
Przyrównywanie kosowskiego scenariusza do prób podporządkowania sobie Krymu przez neoimperialną Rosję jest zabiegiem godnym alchemika lub polittechnologa – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.
Zastanówmy się chwilę: jaki niewielki region o mieszanym składzie narodowościowym i wyznaniowym, tradycji przechodzenia z rąk do rąk, mający duże znaczenie w geografii symbolicznej różnych społeczności, w ostatnich latach zmienił przynależność państwową... No tak, oczywiście! „A Amerykanie oderwali od Serbii Kosowo!" – przypominają drukowane cyrylicą gazety, podczas gdy polscy postendecy mnożą raczej wątpliwości, zachodząc (publicznie) w głowę: „Dlaczego milczeliśmy wówczas, a dziś tak protestujemy?".
Co ma kruczek do biureczka? – można by odpowiedzieć pytaniem, którym ongiś szachowano Alicję po drugiej stronie lustra. Analogia jest równie chybiona co hipotezy alchemików, chcących widzieć w bursztynie „pot Słońca" lub „łzy Księżyca" czy zaproponowane przez Borgesa w jednym z jego opowiadań wyróżnianie „zwierząt namalowanych bardzo cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia".
Kosowski syllabus
Ponieważ jednak analogia Krym-Kosowo suflowana będzie przez perfekcyjnie zgrany aparat rosyjskiej propagandy coraz częściej, trafiając na podatny grunt antyamerykanizmu i podejrzliwości...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
