Sojusz Francji, Rosji i Polski
O Unii Europejskiej, która nie ma własnych wojsk, nie warto rozmawiać. Jej rozpad jest tylko kwestią czasu. Zajmijmy się naszą sytuacją – postuluje eurodeputowany.
Ostatnie tygodnie pokazują, że busola zagranicznej polityki III RP niebezpiecznie wiruje pod wpływem zmiennych natężeń pól z zewnątrz i politycy sami zapędzili się w kozi róg. Miarą bezradności jest to, że gdy UE (bezpłciowo...) rozmyśla o utworzeniu sił poza NATO, Wielce Czcigodny Jarosław Kaczyński jednego dnia chce chronić Polskę pod atomowym parasolem USA, a następnego żąda wzmocnienia UE i przerobienia jej na mocarstwo atomowe! Po czym rozmawia z p. Anielą Merkel i oboje zgodnie mówią o rewizji Traktatu Lizbońskiego (który obydwaj bracia Kaczyńscy zachwalali w 2009 roku jako znakomity) – tylko p. Merkel chce z państwa federacyjnego zrobić państwo jednolite, a prezes PiS rozbić Unię na federację niepodległych państw!
O krok do wojny
W tym celu wystarczyło nie podpisać Traktatu Lizbońskiego; wtedy nadal istniałaby federacja państw pod nazwą Wspólnota Europejska. Cóż: mleko się już rozlało – trzeba myśleć o przyszłości.
Zacznijmy od ram międzynarodowych. Zasadnicza zmiana sytuacji polega na tym, że p. Barak Hussein Obama atakował słownie Chiny i Rosję, a p. Hilaria Clintonowa robiła wrażenie zdecydowanej, by wypowiedzieć tym państwom (i Iranowi na dodatek) wojnę, mając tu moralne i finansowe poparcie Unii Europejskiej. Wojna dwóch socjalistycznych mocarstw przeciwko znienawidzonym przez lewicę prawicowym reżymom w...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)