Najmniej sensowna praca świata
Zupełnie nie mam serca, by angażować się w dyskusję nad projektem ustawy praworządnościowej. Bo jaki jest sens dyskutować o przepisach, które i tak nie wejdą w życie?
Gdybym miał zdolności artystyczne, pokusiłbym się o żart rysunkowy. Narysowałbym przybitego mężczyznę, który tępym wzrokiem wpatruje się w monitor komputerowy, a pod rysunkiem zamieścił podpis: „Jeśli sądzisz, że twoja praca nie ma sensu, to pomyśl o legislatorze Ministerstwa Sprawiedliwości pracującym nad projektem tzw. ustawy praworządnościowej”. Bo jak wykrzesać z siebie energię do tworzenia przepisów, o których z góry wiadomo, że zostaną...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)