Selekcja negatywna w rządzie
W idealnym świecie polski rząd byłby dziś dream teamem, w którym obok siebie pracują Tomasz Arabski, Michał Dworczyk, Janusz Cieszyński i Maciej Berek. W świecie rzeczywistym niestety polityka kadrowa każdego kolejnego rządu przypomina selekcję negatywną.
To nie jest opowieść o partyjnych barwach, ale o systemowym samobójstwie, które popełniamy, kłaniając się populistycznej potrzebie krzyżowania winnych, karząc praktycznie wszystkich najsprawniejszych urzędników za działanie, a nagradzając wielu innych za bierność. Bo gdy opadnie kurz politycznych wojenek, a historycy spojrzą na ostatnie dwie dekady III RP z dystansu, dostrzegą niepokojący wzór. Polska władza wykonawcza działa jak bezlitosna wirówka: wyrzuca na margines jednostki wybitne i sprawcze, a w centrum pozostawia te, które opanowały sztukę przetrwania.
Największym dramatem nie jest to, że urzędnicy popełniają błędy. Jest nim fakt, że ludzie, którzy w kluczowych momentach pchali ten kraj do przodu o lata świetlne – cyfryzując ochronę zdrowia, organizując szczepienia czy pilnując legislacyjnego porządku – stale lądują na politycznym cmentarzysku. W tym samym czasie państwem zarządzają ci, których główną zaletą jest umiejętność niepodpadania nikomu lub ci, którzy są po prostu „zaufanymi ochroniarzami” lidera.
Respiratorowa pułapka
Symbolem „kultury komandosa” w rządzie Mateusza Morawieckiego – obok Michała Dworczyka – był Janusz Cieszyński. To postać, której ocena w debacie publicznej jest bodaj najbardziej skrzywdzona. Skrzywdzona przez pryzmat jednej afery, przesłaniającej absolutnie gigantyczny skok cywilizacyjny, jaki...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
