To nie koniec reżimu w Budapeszcie
Po raz pierwszy od 16 lat Viktor Orbán staje przed realną groźbą utraty władzy w kraju. Ale nawet jeśli opozycja zdoła odnieść zwycięstwo, trudno jej będzie po takim czasie odbudować demokrację.
– My albo oni. Jeśli chcecie odsunąć Orbána, musicie głosować na Tiszę. Każdy inny głos będzie zmarnowany – powtarza od pewnego czasu 44-letni lider opozycji Péter Magyar. Ta strategia przynosi owoce. We wtorek prezydent Tamás Sulyok wyznaczył na 12 kwietnia datę wyborów parlamentarnych.
Na trzy miesiące przed decydującym starciem poza reżimowym Fideszem i ugrupowaniem Magyara tylko skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny (MHM), któremu blisko jest do Orbána, ma szansę przekroczyć 5-procentowy próg uprawniający do wprowadzenia posłów do parlamentu. Dzięki temu Tisza cieszy się teraz poparciem 49 proc. Węgrów wobec 37 proc. dla partii u władzy – podaje agregator sondaży Politico.
– Przez te trzy miesiące może się jeszcze zdarzyć wiele. Zwycięstwo opozycji wcale nie jest przesądzone – ostrzega jednak w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Dániel Mikecz z niezależnego budapeszteńskiego instytutu Republikon. Jego zdaniem mimo trudnego stanu finansów publicznych Orbán swoim zwyczajem otworzy przed wyborami kurek z dotacjami socjalnymi. Skorzystają emeryci czy matki samotnie wychowujące dzieci. Premier ma też nadzieję na zorganizowanie do połowy kwietnia szczytu w Budapeszcie z udziałem Władimira Putina i Donalda Trumpa. Lansuje się jako „przywódca pokoju”, dzięki któremu Węgrom nie grozi udział...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

