Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra
Unia Europejska jako struktura, a w konsekwencji również prawo unijne, znalazły się w miejscu, w którym albo muszą się samoograniczyć, albo zmierzać ku centralizacji decyzyjności.
Jakieś 15 lat temu pewna międzynarodowa korporacja zleciła mi zaopiniowanie (od strony prawa polskiego) wzoru standardowej umowy, która miała obowiązywać ich wszystkie spółki w umowach z pewną kategorią kontrahentów. Jak to bywa, wskazałem postanowienia nieważne, wątpliwe prawnie oraz te, które sugerowałbym zmienić, bo mogą być dla polskiej spółki niekorzystne. Na koniec umowa weszła bez zmian, a kopia podpisanej opinii, wskazującej postanowienia nieważne, kilka lat później uratowała moją polisę OC przed roszczeniami. Te same kilka lat później miałem okazję rozmawiać z ich włoską prawniczką, która zadała mi pytanie, a czy u Was pewne postanowienie umowy jest ważne? Odpowiedziałem, że nie. Ona powiedziała – u nas też nie i u Francuzów również.
Unia niczym korporacja
Dyskusja o warunkowości programu SAFE, orzeczenia TSUE dotyczące małżeństw jednopłciowych czy chociażby EWG 2.0 Rafała Brzoski nakazują nam postawić pytanie, czy Unia Europejska w chwili obecnej nie stała się taką właśnie korporacją.
Jeżeli spojrzymy na prawodawstwo Unii Europejskiej, jest ono bowiem w istocie od lat obciążone próbą pogodzenia wody z ogniem. Jakkolwiek tradycja prawna wszystkich państw unijnych jest w znacznym stopniu oparta o prawo rzymskie, to jednak w krajach common law rozwój systemu prawnego poszedł w odmiennym kierunku niż w...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)