Zbrodnia wołyńska
Z okazji 83. rocznicy „krwawej niedzieli” publikujemy fragment książki „Gry pamięcią”, w której Andrzej Brzeziecki rozmawia z profesorem Grzegorzem Motyką „o polityce historycznej, Polsce, Ukrainie i Rosji”.
W latach dziewięćdziesiątych XX wieku problemem w relacjach polsko-ukraińskich wydawał się przede wszystkim Cmentarz Orląt, jeśli zaś idzie o UPA, to, wychowani na Łunach w Bieszczadach, raczej kojarzyliśmy ją z tym regionem. W którym momencie uświadomiłeś sobie, że to Wołyń stanie się centralnym punktem sporów?
Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku panowały pewien chaos i deficyt wiedzy na temat zbrodni wołyńskiej. Wszyscy pytali, ile w tych opowieściach o zbrodniach UPA jest prawdy. Sam się nad tym wtedy zastanawiałem. Wiedza o kłamstwach propagandy komunistycznej dawała nadzieję, że może było mniej strasznie, że może za największe zbrodnie odpowiada ktoś trzeci: Niemcy albo Sowieci. Jednak kolejne odkrywane dokumenty odzierały ze złudzeń. Niezwykle ważne były ekshumacje dokonane przez Leona Popka jeszcze w 1992 roku. Były to działania prowadzone właściwie po partyzancku, bez zgody strony ukraińskiej. I, niestety, prowadzone także bez pieniędzy i odpowiedniego sprzętu. A jednak pokazały w sposób naukowy, że kilkaset osób zabito tępym narzędziem. Tak jak przedstawiali to nieliczni ocalali świadkowie. Od tamtej pory nie można już było mówić, że mordy na Wołyniu to wytwór wyobraźni albo legenda kresowa podsycana przez Moskwę. Gdy z kolei w 1995 roku po raz pierwszy prowadziłem...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



