Dyrygent nie może się mylić
Stanisław Skrowaczewski: Na początku najważniejsze było utrzymanie orkiestry jako zespołu wykonawców, który dąży do osiągnięcia wspólnego celu. Później dążyłem do nadania wykonywanym utworom specyficznego klimatu. Uważam, że jedną z podstawowych rzeczy jest właściwe tempo utworu. Jego utrzymanie, zwłaszcza w długich odcinkach czasowych, z czym mamy np. do czynienia w symfoniach Antona Brucknera, to bardzo skomplikowany problem. Nie można go wytłumaczyć jedynie za pomocą metronomu. Chodzi o stałe pulsowanie muzyki, które czasami jest nieco szybsze, a czasami wolniejsze w stosunku do tego, co zapisane w nutach. To są różnice subtelne, do ich zrozumienia dochodzi się po latach.
Co pan radzi młodym dyrygentom rozpoczynającym karierę?Niech uprawiają kameralistykę. To ćwiczenie w dochodzeniu do wspólnego wyrazu, w którym uczestniczy kilka indywidualności.
Swoją edukację muzyczną w przedwojennym Lwowie zaczął...Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
