Mój pierwszy raz
Po odczytaniu przez prokuratora aktu oskarżenia klient przyznał się (zgodnie z planem) do zarzucanego mu czynu, ale po chwili buńczucznie dodał, że to właściwie nie było włamanie, tylko zwykła kradzież. Pani sędzia z drwiącym uśmiechem i politowaniem spytała: „No i co teraz, panie mecenasie?”.
Istnieją w przyrodzie ludzie wielcy, którzy już podczas swojego pierwszego razu doznają pełnej satysfakcji i uniesień tak intensywnych jak blask Alfa Centauri na bezchmurnym niebie. Po zakończonej sprawie inicjacyjnej i wyjściu z sali klienci, wciąż wstrząsani nieustającymi spazmami ekstazy, dziękują im, cytując „Pieśń nad pieśniami”. Doświadczone koleżeństwo wstaje wówczas z ław na korytarzu i spieszy z gratulacjami.
Jako młody adept w kancelarii prawnej wysłuchiwałem romantycznych opowieści starszych aplikantów lub młodych adwokatów, z gęsią skórką oraz wypiekami na twarzy. Były to pieprzne anegdoty, zazwyczaj okraszone niezbitymi dowodami na okoliczność pełnej dominacji pierwszy raz stającego pełnomocnika nad sądem lub obfitujące w sceny całkowitego okiełznania mocodawcy oraz wymuszenia jego posłuszeństwa, co obiektywnie wymaga najwyższej maestrii.
Anegdoty
Przytoczę z niedomagającej pamięci przykłady, aby nakreślić fabularne ramy opowieści:
„I wtedy sędzia do mnie mówi: «Proszę sprecyzować podstawę prawną roszczenia, panie mecenasie». A ja na to: «Wnoszę i wywodzę jak dotychczas!».
Tego radcę prawnego z...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)