Rządy narracji czy rządy prawa?
Skoro dane może zbierać organizacja społeczna, w której zajmują się tym trzy do czterech osób na kawałek etatu, to czemu nie zrobi tego instytucja publiczna, w której badaczy jest aż dziewięcioro i której głównym zadaniem jest zebranie danych o samorządzie?
Fundacja im. Stefana Batorego opublikowała raport „Indeks codziennej demokracji lokalnej”. Nie zajrzałam do niego przez miesiąc, choć docierały do mnie pomruki oburzenia na autorów i wydawcę. Mój dość chłodny stosunek do toczącej się dyskusji wynikał ze świadomości, iż perspektywa badaczy często jest inna niż odczucia aktywistów i praktyków. Więc przyznam, że trochę lekceważyłam wagę tej dyskusji.
Aż w końcu wpadł mi w oko komentarz Cezarego Trutkowskiego z Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej pod postem Andrzeja Andrysiaka, szefa Stowarzyszenia Gazet Lokalnych – cóż, na 16 wskaźników, które założono w raporcie, 13 pochodzi z jednego formularza GUS, wypełnianego przez... urzędników (przy czym nie wiadomo, jacy urzędnicy to wypełniali).
Kopanie danych
Zajrzałam do raportu. Jest gorzej niż opisuje ten komentarz. Autorzy – bardzo znamienite nazwiska – całkowicie pogodzili się z marnością danych, na których oparli swój Indeks. Skupię się tylko na tej części narzędzia, która dotyczy transparentności. Tu najlepiej wiem, jak trudno o dane. Wśród autorów jest przedstawicielka instytucji, która zgodnie z jej statutem powinna zbierać informacje o funkcjonowaniu samorządu. Jest to Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego. Jak czytam w jego statucie – Instytut realizuje zadania na rzecz harmonijnego rozwoju...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)