Kodeks karny czy kajet dyletanta
Możliwe, że nadszedł czas na wyzerowanie k.k. i rozpoczęcie prac nad nową kodyfikacją.
Kolejne nowelizacje prawa karnego są jak przybudówki stylowego domu – każda na modłę kolejnego właściciela, w innym stylu i o różnej jakości wykończenia. Z biegiem czasu mogą całkowicie zasłonić budynek, który pierwotnie stał w danym miejscu. Czy jesteśmy skazani na wieczne nowelizacje kodeksu karnego, które – o dziwo – najczęściej rozbudowują, a rzadko redukują jego treść?
Kodeks zobowiązuje
Kodeks karny powinien być „kodeksem”, a nie miernym skryptem studenta, który opuścił większość wykładów. Gdy kompetencje osób decydujących o treści ustawy karnej nie pozwalają im napisać dobrego artykułu naukowego, a mimo to ich ambicją jest kształtowanie zasad odpowiedzialności karnej, kodeks zamienia się w zbiór notatek średnio zdolnego prawnika.
Spójrzmy na art. 57 k.k. Oto jego pierwotne brzmienie z 1997 r.:
„§ 1. Jeżeli zachodzi kilka niezależnych od siebie podstaw do nadzwyczajnego złagodzenia albo obostrzenia kary, sąd może tylko jeden raz karę nadzwyczajnie złagodzić albo obostrzyć, biorąc pod uwagę łącznie zbiegające się podstawy łagodzenia albo obostrzenia.
§ 2....
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)