Niemcy nie ufają własnemu narodowi
Warszawę przeraża postawa Berlina, który w praktyce prosi Moskwę, by poczekała do 2030 roku, aż Unia Europejska stanie na nogi – pisze brytyjski politolog.
Unia Europejska opanowała do perfekcji sztukę przekształcania najbardziej drażliwych kwestii krajowych w zagadnienia techniczne. Skupiając uwagę na budżetach, celach i wspólnych zobowiązaniach, odciąga narody od ich autodestrukcyjnych nawyków. Obecnie jednak Europa ulega własnej iluzji, zachowując się tak, jakby dawne patologie państw członkowskich przestały istnieć. Tymczasem złudzenie, że obronność i odstraszanie są przedsięwzięciem czysto technokratycznym, stanowi ryzyko strategiczne.
Dwa lęki Europy
Skuteczna obrona ma charakter głęboko psychologiczny. Wymaga ona nazwania tego, czego naród obawia się najbardziej, a następnie przygotowania się na tę ewentualność, jakby była realna – właśnie po to, by do niej nie dopuścić. Europą ogólnie kierują dwa podstawowe lęki: przed dominacją Rosji oraz porzuceniem przez Stany Zjednoczone. Jedynym sposobem uniknięcia urzeczywistnienia się tych obaw jest budowanie niezależnego potencjału.
Problem polega na tym, że państwa europejskie boją się nie tylko aktorów zewnętrznych, ale także siebie nawzajem. Napięcie to jest nieodłącznym elementem każdego sojuszu: wspólny strach przed agresorem z zewnątrz musi przeważać nad wewnętrzną podejrzliwością. UE jednak w dużej mierze pomija tę drugą kwestię. Pod powierzchnią technokratycznego żargonu o projektach PESCO i planu Gotowości 2030 r. ukrywa niezdolność do nazwania tych...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
