Rewolucja w cieniu śmietnika. Czy samorządy udźwigną tekstylny i biologiczny przełom?
1 stycznia 2025 roku tekstylia oficjalnie stały się osobną frakcją odpadów komunalnych. Przepisy miały zatrzymać zalew ubrań trafiających na wysypiska lub – co gorsza – do domowych pieców. Zgodnie z literą prawa, od tamtej pory zużyta odzież, obrusy czy firany nie powinny lądować w pojemnikach na odpady zmieszane. Praktyka okazała się jednak bardziej skomplikowana niż ministerialne założenia. Polska, wdrażając unijne dyrektywy, zdecydowała się na wariant minimalistyczny: wprowadziła jedynie obowiązek przyjmowania tekstyliów i odzieży przez Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK). W zdecydowanej większości gmin dodatkowego, kolorowego worka czy dedykowanego kontenera pod blokiem nie ma i nie będzie. Powód jest prozaiczny: koszty.
W efekcie samorządy zostały zmuszone do kreatywności. Problemem nie stało zagospodarowanie odzieży, którą można założyć ponownie – tutaj z pomocą przychodzą np. organizacje charytatywne czy prywatne firmy stawiające kontenery. Problem pojawił się w przypadku tekstyliów zużytych, brudnych i bezpowrotnie zniszczonych.
Więcej szkody niż pożytku
Jak radzą sobie z nim samorządy? Okazuje się, że rygorystyczne trzymanie się zakazu wrzucania ubrań do odpadów zmieszanych mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli do kontenera z czystą odzieżą trafi zatłuszczona, brudna szmata, cały transport może zostać...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

