Kiedy w 1983 roku Margaret Thatcher wróciła do Wielkiej Brytanii ze szczytu Wspólnot Europejskich w Stuttgarcie, oświadczyła rodakom z dumą: "Mam mój czek!". Chodziło o ustępstwa, jakie Żelazna Lady wywalczyła dla swojego kraju w kwestii finansowania polityki rolnej. 24 lata później sytuacja powtarza się. Zaraz po ostatnim szczycie Brukseli na każdym kroku słychać było triumfalne zawołania premiera Kaczyńskiego: "Mamy naszą Joaninę!". Tym razem nie chodziło o pieniądze, lecz o zapisaną w traktacie możliwość wstrzymywania przez kilka krajów niekorzystnej dla nich decyzji przez Unię Europejską. Na tym analogia się kończy.
Podczas gdy kolejni premierzy Wielkiej Brytanii w dalszym ciągu dzierżą w ręku wspomniany czek, szybko okazało się, że tzw. Joanina to humbug. Wspomniany mechanizm nie pozwala przecież na wetowanie decyzji, czyli nie stanowi takiego wzmocnienia pozycji Polski, jakim chwalił się premier.
Przede wszystkim jednak okazało się, że w porozumieniu podpisanym na szczycie w Brukseli znalazło się w ogóle nie to, co się premierowi wydawało. Stosowny zapis nie pozwala wstrzymywać decyzji w...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta