Czy angaż prezesa jest nieważny, bo zawierany dla pozoru
Całkiem sporo wyrafinowanych konstrukcji buduje się w prawie pracy wokół łącznego traktowania funkcji członka zarządu i zawartej przez niego umowy o pracę. Liczba konfiguracji jest niemal nieograniczona.
Teoretycznie można te dwa stosunki prawne traktować zupełnie odrębnie. Można np. zastanawiać się nad tym, czy odwołanie z funkcji członka zarządu stanowi wystarczającą przesłankę rozwiązania umowy o pracę.
Niewykluczone jest zatem tworzenie kompletnie fikcyjnych konstrukcji prawnych, co jak wiadomo, stanowi ulubione zajęcie prawników.
Wszystkie te problemy, moim zdaniem, wynikają z wadliwego rozwiązania zasadniczego paradygmatu co do kwestii – jakiego rodzaju pracę w istocie rzeczy wykonuje członek zarządu lub lepiej – zarządca w biznesie.
Pamiętam, że gdy na początku lat 90-tych, po zadeklarowaniu powrotu kapitalizmu w Polsce, z pewnym zaskoczeniem przyjęliśmy odkrycie, iż członek zarządu w ogóle nie musi mieć umowy o pracę, jak nauczał największy znany mi profesor prawa Maurycy Allerhand. Nasze myślenie wtedy było jednak spętane i wielu rzeczy nie rozumieliśmy. Przyjmowaliśmy...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
