Sąd Najwyższy igrzyskiem polityków
Spór nie dotyczył pryncypiów, ale rozdziału strefy wpływów.
Aneta Łazarska
Obchody stulecia Sądu Najwyższego przebiegały w żałobnej atmosferze. Jeszcze nie tak dawno chyba nikt z nas nie mógł nawet sobie wyobrazić, że historia SN może być przerwana jedną ustawą lipcową... A jednak to się wydarzało, a zamiar polityków rozwiązania SN bez wątpienia był wydarzeniem bez precedensu.
Weta prezydenta Andrzeja Dudy zgłoszone do zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa powstrzymały falę lipcowych protestów społecznych. Warto przypomnieć, że na ulicach ludzie odczytywali Konstytucję RP, domagając się jej respektowania, a nade wszystko, aby prezydent stanął na wysokości zadania i jako prawdziwy strażnik konstytucji. Po zawetowaniu kontrowersyjnych ustaw środowiska obywatelskie i prawnicze wyrażały wdzięczność i podziękowania, że bronił porządku konstytucyjnego. Wszyscy mieli nadzieję, że zapowiedziane propozycje prezydenta będą zgodne z konstytucją.
A właśnie że ja
Tymczasem prezydent nie zakwestionował kierunku zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym, tylko stwierdził, że marginalizuje jego rolę względem ministra sprawiedliwości. A przecież to nie on powinien decydować o sprawach personalnych w SN, lecz prezydent.
W ten sposób SN stał się igrzyskiem polityków. Prezydent nie zrozumiał, że ważne jest nie to, który z polityków będzie miał wpływ na skład i funkcjonowanie SN, lecz...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)