Dobrze, że nie gramy na mundialu
Chciałem napisać sztukę o futbolu, bo jestem jego fanem. Dołożyłem do tego takie tematy, jak ksenofobia i antyniemieckość, nasilająca się, mimo że Niemcy są dziś naszymi przyjaciółmi, czego niektórzy, niestety, nie zauważyli – mówi Juliusz Machulski.
Na finał Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi zobaczymy 26 czerwca prapremierę „Meczycha” pana autorstwa w reżyserii Tomasza Karolaka, zaś dzień później odbędzie się debata 27 czerwca (sobota) o 13:00 „Machulski dobrem narodowym? Fenomen komedii Juliusza Machulskiego". W dużej części napisał je pan dla łódzkiego Teatru Powszechnego, gdzie działa Centrum Polskiej Komedii i odbywa się konkurs Komediopisanie. Czy pisząc „Meczycho”, chciał się pan wpisać w nadzieję na udział polskiej reprezentacji w mundialu? Czy bardziej interesowały pana stereotypy związane z LGBT oraz ksenofobią, w tym coraz silniejsza obsesja antyniemiecka, mimo 81 lat, jakie upłynęły od zakończenia wojny?
Trudno byłoby celować z prapremierą dokładnie w czas mistrzostw świata – gdybym chciał, pewnie by się nie udało. Szczerze mówiąc, w ogóle o tym nie myślałem. Chciałem napisać sztukę o futbolu, bo jestem jego fanem. Dołożyłem do tego tematy, o których pan wspomina: ksenofobię i antyniemieckość, nasilającą się, mimo że Niemcy są dziś naszymi przyjaciółmi, czego niektórzy, niestety, nie zauważyli. Wplotłem też kilka historii z życia, bo zawsze opieram się na czymś, co nie dawało mi spokoju albo zapadło w pamięć. Mam fantastyczną relację z Ewą Pilawską, dyrektorką Teatru Powszechnego...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
