Bardziej festiwal niż mistrzostwa
W czołowej czwórce mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku znalazły się te reprezentacje, które były faworytami. Obyło się więc bez większych niespodzianek. I po co rozgrywano wcześniej sto meczów?
W spotkaniu o trzecie miejsce padło 10 bramek. W finale zaledwie jedna, bo ustępującego mistrza nie było stać na oddanie choćby jednego celnego strzału, a pretendent, mimo różnorodności prób ataku, zdołał wbić tylko jednego gola, i to dopiero w dogrywce.
Po zakończeniu mundialu można sobie ironizować i żartować. Ponieważ piłka nożna jest sportem najbardziej ekscytującym, to oglądano nawet takie mecze, które – gdyby nie to, że to mistrzostwa świata – mało kogo by zainteresowały.
W tym sensie mundial z udziałem 48 reprezentacji stał się w większym stopniu promocją futbolu, niż faktycznymi mistrzostwami o prymat na planecie, zarezerwowanymi dla najlepszych. Ponieważ FIFA przyjęła zasadę równości szans krajów ze wszystkich regionów geograficznych, mogliśmy oglądać nawet najbardziej egzotyczne drużyny (Republika Zielonego Przylądka, Curaçao, Haiti, Uzbekistan, Demokratyczna Republika Konga), podczas gdy teoretycznie lepsze (Dania, Irlandia, Ukraina, Polska, Włochy – to akurat inny przypadek) zostały w domach.
Paradoksalnie ci słabeusze potrafili dostarczyć wielu emocji, bo zawsze miło się patrzy, kiedy Dawid walczy z Goliatem, nawet jeśli nie zawsze zwycięża. A dziś, gdy piłka dosłownie nie zna granic, bo świat stał się globalną wioską futbolową, przygotowanie do jednego czy nawet trzech meczów...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
