Fachowców trzeba dopiero wyszkolić
Wielkie pieniądze płyną do przemysłu zbrojeniowego na sprzęt dla Wojska Polskiego. Po dziesięcioleciach ograniczeń, cięć i bankructw dziś dużym problemem jest brak wykwalifikowanych kadr w fabrykach i biurach konstrukcyjnych.
Jak wynika z deklaracji Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, wiceminister obrony narodowej i pełnomocnika rządu ds. wzmacniania odporności państwa, resort obrony chce, aby w Polsce już w tym roku zostały uruchomione specjalne klasy kształcące przyszłych pracowników przemysłu obronnego. Naturalnym skojarzeniem są klasy wojskowe. O ile jednak miały one przygotować młodzież do służby w armii, o tyle nowe profile powinny być wsparciem dla przemysłu obronnego. Chodzi o przygotowaniu pracowników dla sektora zbrojeniowego.
Moment zmiany nie wydaje się przypadkowy. W maju Agencja Uzbrojenia podpisała warte ponad 100 mld zł kontrakty na dostawy sprzętu dla Wojska Polskiego. Większość tej kwoty trafi do polskich firm. Wyprodukujemy Borsuki, Jelcze, Raki, Kraby, Baobaby czy Warany.
Produkcja w kraju wiąże się jednak z wyzwaniem, jakiego sektor zbrojeniowy nie widział od dekad. Aby powstało tak wiele sprzętu, potrzebni są pracownicy. I to nie byle jacy, bo muszą mieć oni kompetencje, które uchodzą dziś na rynku za deficytowe.
Polski przemysł wychodzi z cienia
Ostatnie lata można nazwać czasem prawdziwego renesansu w polskim przemyśle zbrojeniowym. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów może być Stocznia Wojenna w Gdyni. W 2009 r. (jeszcze pod nazwą Stocznia Marynarki Wojennej SA) ogłosiła upadłość. Jednym z gwoździ do trumny była przedłużająca się budowa ORP Ślązak – pierwszej...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
