Muzyczna dyktatura kiczu, czyli śpiewanie w Sopocie
Były sztuczne uśmiechy i propaganda sukcesu, ale wnioski, jakie płyną z festiwalu, są ponure
Organizowane od dziewięciu lat przez Polsat „największe i najbardziej prestiżowe muzyczne wydarzenie roku" tym razem przypominało stypę. W piątkowym koncercie TOP, prezentacji dziesięciu artystów, którzy sprzedali w minionym roku najwięcej płyt, znalazły się tylko dwa ciekawe występy. Jeden był powrotem do muzycznych tradycji znad Wisły, drugi – odważnym krokiem naprzód.
Maryla Rodowicz zjawiła się na scenie jako bosonoga rusałka – kostiumu mogłaby jej pozazdrościć Lady Gaga. Śpiewała swingowe wersje piosenek z lat 50. nagranych z Krzysztofem Herdzinem. Okazało się, że „Autobus czerwony" i „Karuzela" działają nawet na tych, dla...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
