Państwo tanie, czyli byle jakie
Niedawne zamieszanie wokół ustawy regulującej zarobki wysokich urzędników publicznych świadczy o tym, że czeka nas jeszcze długa droga, zanim staniemy się pełnosprawnym państwem. Pomijam tutaj meritum sprawy: wysokość podwyżek i ich niedoszłych beneficjentów. Chodzi o coś zupełnie innego.
Otóż przyjęło się w Polsce uważać dziadostwo służby publicznej za zjawisko korzystne wizerunkowo. Jest to do pewnego stopnia pokłosie słynnych ośmiorniczek ministra Radosława Sikorskiego. Nieszczęsne owoce morza, które za rządu PO stały się symbolem rozpasania władzy, utrwaliły opinię, że urzędnik publiczny to z definicji pasożyt, któremu powinno się płacić jak najmniej. Bo, po pierwsze, pewnie i tak dorabia na boku, a po...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)