Rząd zapomina o demografii
Legislatorzy w ogóle nie badają wpływu swoich projektów na dzietność. – W dobie kryzysu demograficznego rząd musi pilnie zmienić swoje nastawienie – apelują eksperci.
– Związki partnerskie mogą być odpowiedzią na potrzebę stabilizacji, niezwykle ważną, która w połączeniu z innymi strategiami, które wprowadzamy, jak babciowe, budowanie żłobków, polityka związana z ochroną zdrowia, z rynkiem pracy, spowodują, że całość tych rozwiązań wpłynie na większą liczbę urodzeń – mówiła w Polsat News wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandra Gajewska z KO. To jedna z wielu wypowiedzi polityków koalicji rządzącej sugerujących, że związki partnerskie mogą wpływać na dzietność.
Projekt wprowadzającytakie związki przeszedł już przez prace w rządzie i trafił do Sejmu, choć pod zmienionym tytułem: „o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu”. Mimo zapowiedzi polityków koalicji, z gotowego projektu nie wynika jednak, że po uchwaleniu może wpłynąć on na urodzenia. W ocenie jego skutków, podobnie zresztą jak w przypadku wielu innych ustaw, rząd nie pokusił się nawet o oszacowanie wpływu na demografię.
Czas na alarm
Ta ostatnia szoruje w Polsce po dnie. W 2024 r. współczynnik dzietności, czyli przeciętna liczba dzieci, które urodziłaby kobieta w ciągu okresu rozrodczego, wyniósł zaledwie 1,099, czyli połowę poziomu, który zapewniłby zastępowalność pokoleń. Jego utrzymanie na poziomie z 2024 r. spowodowałoby, że do końca wieku populacja Polski spadłaby do… 11,2...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
