W radarach prywatna konkurencja dogania państwową zbrojeniówkę
W dziedzinie radarów polski przemysł potrafi oferować rozwiązania na światowym poziomie. Jednak państwowemu liderowi tej branży, stołecznej spółce PIT-Radwar, coraz mocniej zagraża prywatna konkurencja.
Wykrywać przeciwnika i samemu nie dać się wykryć – to marzenie każdego radiotechnika, jak w wojsku nazywa się specjalistów od radarów. Klasyczny radar to urządzenie aktywne. Przypomina świecącą się gigantyczną żarówkę, z tym że nie emituje światła, lecz fale radiowe. Łatwo taką emisję z daleka zauważyć, łatwo też wykorzystać ją do naprowadzania pocisków przeciwradarowych. Można jednak temu przeciwdziałać – na przykład zastosować anteny pasywne, które nie emitują fal, lecz tylko je odbierają, trochę jak ludzkie oko lub ucho.
Pierwsza stosowana w radarach pasywnych metoda, określana skrótem PET (Passive Emitter Tracking), wykrywa sygnały nadajników pracujących na obiektach znajdujących się w powietrzu: radarów pokładowych, łączy komunikacyjnych, systemu swój–obcy czy nawigacji. Druga, PCL (Passive Coherent Location), korzysta z sygnałów pochodzących z ziemi – nadajników sieci komórkowej, radiowej i telewizyjnej.
– Jest bardzo dużo źródeł fal elektromagnetycznych. Obiekt, który porusza się w przestrzeni powietrznej, odbija i rozprasza te fale, a inteligentne urządzenie na ziemi „słucha” tych odbić – wyjaśniał w rozmowie z WNP Marek Borejko, specjalista od radiolokacji i były prezes stołecznej spółki PIT-Radwar, dziś w centrali jej właściciela, państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, szef domeny elektroniki i...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

