Serialowy doktor House oddał hołd ojcom bluesa
Hugh Laurie nagrał album, którym nie naraża się na śmieszność, a słuchaczom może się podobać
O ile bohater grany przez angielskiego aktora bije rekordy gburowatości, on sam, zapraszając do wysłuchania debiutanckiej płyty, ujmuje autoironią brytyjskiego dżentelmena.
W słowie wstępnym uprzedza wielbicieli bluesa, że w przeciwieństwie do twórców gatunku, nie urodził się w Alabamie w latach 90. XIX wieku. Jego życie pozbawione jest tajemniczych wydarzeń – jak choćby spotkania z diabłem – które sprawiłyby, że jak Robert Johnson stałby się w jednej chwili geniuszem, płacąc, jak to bywa w podobnych historiach, utratą duszy za...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
