Amerykanie potrafią się bawić
Chicago Fire to projekt budowany na długie lata, a Robert Lewandowski przychodzi tam jako gwiazda, żeby grać pod okiem dobrego trenera – mówi „Rz” Janusz Michallik, były piłkarz amerykańskich klubów i reprezentacji USA, a obecnie ekspert ESPN i TVP Sport.
David Beckham grał w Los Angeles Galaxy, Leo Messi jest w Interze Miami. Gdzie na tej linii można ustawić Chicago Fire?
To jest poważny klub, a w pierwszym sezonie, kiedy jeszcze grałem w MLS, wszedł do ligi z drzwiami. Dzięki trzem Polakom: Romanowi Koseckiemu, Piotrowi Nowakowi i Jerzemu Podbrożnemu wygrali mistrzostwo i krajowy puchar. Później, jak w każdym klubie się zdarza, przyszedł słabszy okres. Pamiętajmy jednak, że Chicago to jest trzeci największy rynek telewizyjny w USA, a samo Chicago Fire już zatrudniało wielkie gwiazdy, np. Bastiana Schweinsteigera czy Cuauhtemoca Blanco, który jest uwielbiany przez Meksykanów. Teraz klub odradza się dzięki Greggowi Berhalterowi, który w przeszłości prowadził m.in. mój były zespół Columbus Crew i reprezentację USA. W Chicago Fire jest nie tylko trenerem, ale też dyrektorem sportowym.
Marketingowo to nie jest łatwy rynek, są koszykarze Bulls, futboliści Bears, baseballiści Cubs czy hokeiści Blackhawks.
To działa tylko na plus. Amerykanie lubią zwycięzców, a wszystkie duże miasta mają po kilka zespołów. W Los Angeles są: Rams, Lakers, Clippers, w Nowym Jorku koszykarze Knicks i aż dwie drużyny futbolowe, a do tego hokeiści i baseballiści. Na mecze Fire będą chodzili ci, którzy kochają piłkę nożną. Dodatkowym atutem będzie nowy stadion, przepięknie położony, w sercu...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
