Wbrew interesowi Polski
Dlaczego rząd tak utalentowany w dziedzinie „public relations” w sprawie umowy gazowej przyjął zasadę uważaną przez znawców marketingu politycznego za najgorszą z możliwych: milczy i zawzięcie stara się dopiąć swego? – pyta publicysta „Rzeczpospolitej”
Wydawałoby się, że nie ma w polskiej polityce takiego absurdu, który mógłby nas jeszcze zaskoczyć. A jednak to, co się dzieje wokół umowy gazowej, jeszcze kilka miesięcy temu nie przyszłoby do głowy nawet pijanemu szaleńcowi starającemu się wymyślić zwariowany scenariusz z gatunku „crazy comedy”.
Umowa skrajnie niekorzystna
Oto Unia Europejska i Niemcy karcą rząd Donalda Tuska za oczywiste poświęcanie polskiego interesu narodowego na rzecz Gazpromu i bronią nas przed uzależnieniem energetycznym od Rosji przez najbliższych 35 lat – natomiast polski rząd, który cały swój piarowski wizerunek zbudował na uległości wobec „głównego nurtu europejskiej polityki”, odważa się wejść w bodaj pierwszy poważny konflikt z Komisją Europejską.
Przypomnijmy, że nie zdobył się na podobną twardość wtedy, gdy bronić należało interesów polskich stoczni, i potulnie podporządkował się decyzji europejskiej komisarz uznającej pomoc publiczną dla nich za nielegalną – w tym samym czasie, w identycznej sytuacji, Francja zaskarżyła analogiczną decyzję Komisji do Trybunału Europejskiego i wygrała.
Co więcej, starając się o odblokowanie przez Komisję uzgodnionego w ubiegłym roku porozumienia z Gazpromem, rząd Tuska torpeduje wysiłki na rzecz stworzenia wspólnej unijnej polityki energetycznej, uważanej dotąd powszechnie za nasz europejski priorytet.
Nie trzeba...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

