W więzieniu Napoleona
Środek Atlantyku. 2000 kilometrów do wybrzeży Afryki, 2900 kilometrów do Ameryki Południowej. Stąd nie można uciec – stwierdzili Anglicy, i po bitwie pod Waterloo zesłali tu cesarza Francuzów
Święta Helena to wierzchołek wygasłego wulkanu wyrastającego z dna Atlantyku. Wyspę odkryli Portugalczycy w 1502 roku w dzień Świętej Heleny – matki cesarza Konstantyna – stąd wzięła się jej nazwa. Z zasobami słodkiej wody, owocami i żółwiami morskimi była idealnym miejscem na odpoczynek i uzupełnienie zapasów dla okrętów zmierzających do Indii.
Istnienie Świętej Heleny udało się utrzymać w tajemnicy przez 80 lat. Potem do walk o wyspę włączyli się Holendrzy i Anglicy. Ostatecznie wyspą zawładnęła brytyjska Kompania Indii Wschodnich, przysyłając w 1659 roku pierwszą grupę osadników i niewielki garnizon wojska. Choć od tamtych czasów minęło kilka wieków, wyspa wciąż jest izolowana od reszty świata: nie ma lotniska i dotrzeć tu można tylko pocztowym statkiem kursującym raz w miesiącu z Kapsztadu. Jako że zabiera on tylko 120 pasażerów, pierwszeństwo zaokrętowania przysługuje mieszkańcom wyspy.
Po drabinie Jakubowej
Kilka razy w roku wyspę odwiedzają także małe statki ekspedycyjne zmierzające z Antarktyki do Europy. Jestem pasażerem jednego z nich. Budzę się, gdy niespodziewanie zamiera monotonny szum silników. Przez okrągły bulaj kabiny widać błękitny ocean i wyrastające z niego nagie, brązowe zwały lawy. Więc tak wygląda Wyspa Świętej Heleny? Bez żółtych plaż, zielonych palm?
Po pospiesznie zjedzonym śniadaniu płyniemy ze statku...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

